Wampir Grünbergu

<p>A gdyby tak zniknąć? Jak ludzie to robią, że jednego dnia są, a drugiego już nigdzie nie da się ich znaleźć?</p>

Mówili, że ludzie znikają. Szeptali, plotkowali, przekazywali dalej informacje zasłyszane od znajomych znajomych. Ot, brat cioteczny kuzynki, który w telewizji pracował, wspominał coś komuś o materiałach, których nie pozwalali im publikować, żeby paniki nie siać. Gdzieś indziej komuś kolega policjant opowiadał, że trupy znajdują, bez organów – pewnie ofiary czarnego rynku transplantacji. Ale nic oficjalnie nie wiesz, więc nikomu nie mów – tym samym wiedzieli wszyscy. Czyjaś siostra się ponoć zapodziała, czyjaś babcia przepadła, ale potem się w sumie odnalazła, więc albo to nie to, albo miała po prostu szczęście. Niemniej trudno było kogokolwiek wskazać palcem. Bo może to stara sprawa już, a może to w Lubelskim a nie Lubuskim właściwie, a kto wie, czy to tylko nie plotki, żeby wystraszyć z okolic niechcianych inwestorów?

Ważne, że ludzie znikali i należało się bać, tylko nikt do końca nie był pewien czego, bo czy zapotrzebowanie w końcu było na młode i niepokorne dusze, czy te stare na skraju demencji? W zasadzie nie miało to znaczenia i po prostu należało się bać. Niczego więcej nikt nie oczekiwał.

Czytaj dalej