O Iwonce, co z dobrego serca zrobiła wszystkim na przekór i trudno powiedzieć, co z tego wyszło

<p>Nuta absurdu oraz współczesne społeczeństwo w krzywym zwierciadle.</p>

Który to już był? Trzeci miesiąc Iwonki bez pracy? Trzynasty tydzień? Dziewięćdziesiąty szósty dzień bez bąbelków wieszających się jej z radością na szyi, kichających w oko na dzień dobry, wycierających zasmarkane paluszki w kolorowy, radosny sweter? Tyle brutalnego czasu minęło, odkąd musiała się wyprowadzić z rodzinnego miasteczka, żeby teraz z trudem szukać nowej, ukochanej pracy w metropolii. Tymczasem na jej drodze stanęło nie jedno zasmarkane dziecko, nie dwójka maluchów, które zapomniały o tym, że już nie noszą pieluch, nie piątka, która za późno zorientowała się, że turlanie w dół z osiedlowej górki, na którą wyprowadza się wszystkie okoliczne czworonogi, to nie jest najlepszy pomysł. Na jej drodze stanęła Ohyda we własnej osobie.

Czytaj dalej