Damy sobie radę bez taty
<p>A gdyby tak zamiast rybek w akwarium trzymać demona w rafandynce? </p>
Oglądanie świata przez szkło butelki sprawiało, że wydawał się on większy. Zaokrąglone boki wykrzywiały obraz pokoju. Tryptyk ze słoniami, wiszący na ścianie naprzeciwko mojej komody, wyginał się tak, że kiedy spoglądałam na niego z pokładu statku, był niemal na linii mojego wzroku. Kiedy spoglądałam na niego przez okno koi, wznosił się nade mną jak słońce tuż przed południem. Słoniowy, majestatyczny zenit. A kiedy ktoś przekręcił butelkę denkiem w stronę obrazów, malowane zwierzęta zaczynały przybierać prawdziwie chaotyczne kształty. Światło załamywało się i zakrzywiało, rozciągając trąby i kły w kulistych kręgach. Tak, przez denko najciekawiej oglądało się pokój. Mogłam patrzeć na słonie całymi godzinami, dniami, miesiącami. Kochałam tę butelkę. Kochałam jej denko, kochałam tryptyk, a najbardziej kochałam grudzień.
Opowiadanie dostępne było na portalu magazynu Histeria, ale z uwagi na to, że strona zakończyła swoją działalność, tekst chwilowo nie jest dostępny on-line.