Chwilo trwaj

<p>Dokąd zmierza nasz świat i czy aby na pewno chcemy tam iść?</p>

(…) Życie człowieka jest wartością najwyższą. Zadaniem władzy jest kierowanie się przede wszystkim dobrem istoty ludzkiej i całego społeczeństwa, a co za tym idzie, gdy to konieczne, odsuwaniem na drugi plan wartości kulturowych, światopoglądowych i religijnych. (…)

Odsuwanie na drugi plan nie brzmiało najlepiej, ale nie był pewien jak inaczej to zapisać. Mógł oczywiście słowo w słowo tłumaczyć stare przemówienia, ale tekst miał być prosty i dotrzeć do prostych ludzi. A może zwyczajnie powinien zostawić odsuwanie, bez tego drugiego planu?

Pociągnął łyk mocnej herbaty z dodatkiem obrzydliwej ziołowej wódki. Nie był pewien w prawdzie czy była obrzydliwa, bo była w herbacie, czy wręcz przeciwnie, tylko w takiej postaci dało ją się w ogóle pić, ale z kamienną minął smakował jej cierpkość. Ważne że drapała w gardło chociaż trochę, a on napić się musiał. Na trzeźwo nie siadał do pracy.

Przeskoczył wzrokiem po tekście i zatrzymał się na kolejnym podkreślonym fragmencie.

(…) Niczym wymierające nosorożce, otoczone strażnikami dla ich własnego dobra, akceptujące ich obecność, choć jej nie rozumieją, tak ludzkość musi pogodzić się z obecnością siły wyższej, która wie więcej niż ograniczona perspektywa człowieka. Musimy i my te siły zaakceptować i pozwolić ograniczyć swoją wolność, aby przetrwać z dala od kłusowników współczesności, nie potrafiących nawet pojąć konsekwencji swoich działań! (…)

Zbyt bełkotliwe w jego mniemaniu, ale dotąd docierało z przekazem. Przekładał tekst na kolejne języki i zostawiał jego kopie za sobą jak kamyki rzucane przez zgubione w lesie dziecko. Ciągnęły się za nim po całym Obwodzie, prosząc się, żeby ktoś je w końcu połączył w zwarty ślad i podąży za nim aż tutaj, na stare turkmeńskie zadupie.

Rozejrzał się po knajpie, ale nikt zdawał się nie zwracać na niego uwagi. Żadnych szpiegów w ciemnych prochowcach, żadnych samotnych, podejrzanych typów. Nawet nie musiał się starać – Algorytm pewnie sam zacierał po nim ślady. Pusto.

Pusto było w zasadzie wszędzie ostatnio, ale psa przynajmniej zobaczył – Psa z Aszchabadu – wielki, złocony pomnik potężnego owczara, wspominający stare dobre czasy. Tfu! Co za herezja! On nie wspominał! On nadal stał na czele tychże wspaniałych czasów. Tutaj właśnie w centrum Obwodu, gdzie wolność jeszcze istniała. Ale skoro to tutaj była wolność, a nie wewnątrz strefy Nowego Świata, czemu to tutaj nadal obowiązywała cenzura?

Upił kolejny cierpki łyk i wrócił do tekstu.

(…) Musimy powiedzieć Chwilo Trwaj. Jesteśmy jak jabłko rosnące na drzewie. Rozkwitliśmy, dojrzewaliśmy, aż w końcu osiągnęliśmy pełnię soczystości. Co przed nami? Zacząć gnić i spaść, bądź zatrzymać się w czasie i cieszyć tym, co udało nam się osiągnąć. Naszym sukcesem, być może największym, jest to, że zawczasu zdążyliśmy zauważyć powstanie procesów gnilnych. Pierwszym krokiem do pokonania problemu jest zdanie sobie sprawy z tego, że problem w ogóle istnieje! Problem XXI wieku udało się zaleczyć i cofnąć ludzkość do okresu jej pełnego rozkwitu! (…)

Znał to na pamięć.

Były polityczne spory i niesnaski, był strach przed zmianą i opór, który należało złamać. Ale Algorytm ostatecznie przekonał do siebie niemal wszystkich.

Wojna była krótka. Niby nic nowego – technologia poparta ideą, ale i idea i technologia były tym razem zupełnie inne niż kiedykolwiek wcześniej. W obliczu nadchodzącego Dnia Zero, będącego skutkiem katastrof klimatycznych, nowa idea wygrywała ze wszystkim, co stanęło jej na drodze.

Ojciec coś jeszcze z tego pamiętał i czasem opowiadał to i owo z upadku kapitalizmu i przemian. Dziadek uciekł z rodziną z Europy przed ograniczeniem wolności, kiedy jeszcze ludzie panicznie się tego bali. Mimo wszystko, pod przewodnictwem Algorytmu, udało się wreszcie osiągnąć to, co zostało wcześniej skrupulatnie zaplanowane matematycznie – pokój. Ameryka, Europa i Chiny zjednoczyły się w wielkim…

– Ni to cyrk, ni to zoo! – powtarzał dziadek, nienawidzący życia na obczyźnie.

Wolność, w takim rozumieniu w jakim znano ją wcześniej, przestała istnieć. Jej granice stanowiło już jedynie dobro planety, a o tym, co było dobre nie mógł przecież decydować subiektywny człowiek.

(…) Nieopanowany pęd technologiczny nas zabije – przepisywał to już dziesiątki razy. – Zasoby ziemi są na wyczerpaniu. Za dwadzieścia, pięćdziesiąt, może nawet za sto lat wyczerpią się pokłady złota, srebra, aluminium czy ropy! Pozostaniemy bez helu, który ulatuje z atmosfery ziemskiej wraz kolorowymi balonikami, a nawet nie jesteśmy w stanie odnowić jego złóż! Postęp gospodarczy to ogromne zło, do jakiego nas zachęcano i którego konieczność nam wpajano! Stabilizacja zamiast bezmyślnego parcia naprzód! Musimy mieć odwagę zrezygnować z pewnych luksusów, cofnąć się do lepszych czasów ludzkości i przestać wyzyskiwać Ziemię, która nie może już sprostać ludzkiej chciwości! Musimy mieć odwagę krzyknąć Chwilo Trwaj zanim będzie za późno! (…)

I wtedy czas stanął w miejscu. Nie nagle, nie z dnia na dzień oczywiście, lecz powoli, wręcz niezauważenie. Razem z wolnością zaczęły odchodzić w niepamięć nowinki elektroniczne, smartfony, prywatne komputery i wielkie majątki. Wprowadzono podatek progresywny, który powyżej pewnego pułapu dochodowego osiągał 100%. Ten pułap i tak wydawał mu się absurdalnie wysoki. Nieosiągalny dla przeciętnego obywatela, a jednak działał i przynosił rządowi ogromne zyski. Zatrzymano gospodarkę. Zatrzymano ludzkość tuż przed murem, z którym miała się zderzyć. Cofnięto zmiany klimatyczne i wojny migracyjne, walki o zasoby i pandemię rozłamów społecznych. A wszystko to osiągnięto w bardzo prosty sposób – zabierając ludziom prawo do decydowania o sobie. Ziemia mogła ponownie odetchnąć pełną piersią.

Obwód Śródazjatycki pozostawał jedynym wolnym miejscem na ziemi. Ten wąski pas niepokojów, od Europy po Chiny, szczycił się swoją niepodległością. Czy to ze względu na Emiraty, budujące kolejne miasta bez ulic i samochodów, próbujące udowodnić, że technologia nie musi kłócić się z ekologią, czy ze względu na Rosję „stojącą na straży prawdziwego człowieczeństwa", trudno było powiedzieć. Ramię w ramię opierały się przed oddaniem swoich bogactw i przywilejów, i jeszcze praw nadanych im przez Boga. Na mocy traktatu podpisanego przed przedstawicieli Moskwy, Jerozolimy, Abu Zabi i Teheranu Obwód stał się miejscem, gdzie prawem najwyższym nie było już życie ludzkie. Była nim wolność.

Tym samym tutaj jeszcze korzystano z telefonów komórkowych, a on mógł siedzieć w kawiarni z laptopem podłączonym do sieci. Obwodowej sieci, oczywiście. Nowy Świat miał swoją, ale niedostępną powszechnie dla obywateli. Teraz dysponowano nią mądrze. I tę mądrość on miał Obwodowi objawiać.

Jeszcze kilka stron i kilka łyków stygnącej i coraz bardziej drażniącej kubki smakowe herbaty i będzie musiał odpocząć. Najlepiej upić się i odpocząć. Nie miał zamiaru zostawać w Aszchabadzie na długo – Algorytm pchał go na północ, nad jezioro Aralskie, albo na to, co po nim jeszcze zostało. Kiedyś było to czwarte pod względem powierzchni jezioro na świecie. Dziś jest co najwyżej toksyczną kałużą, a jego wysychanie, czy raczej wypompowywanie, zapisało się na kartach historii jako jedna z największych klęsk ekologicznych świata. Trudno było uwierzyć, że ludzie obserwujący jego upadek przez pokolenia, nadal pozostawali wierni Obwodowi. Bo co? Bo wolność? Wolność zabrała im życie, ojczyznę i bliskich. To musiał im przekazać, jadąc tam z przetłumaczonymi traktatami. To samo głosił gdziekolwiek się zatrzymał. Kamyczki, jeden po drugim, miały w końcu poprowadzić ostatnich upartych ludzi na Ziemi do zdrowego rozsądku i odstąpienia od katastrofalnego postępu.

Zapisał plik, ciesząc się, że w sumie może zrobić to jednym kliknięciem. Przyjdzie taki czas, że sam dotrze wreszcie do Nowego Świata. Wyrzuci baterie i ładowarki, zostawiając sobie jedynie kable od lodówki, kuchenki i telewizora. Nie będzie się przejmować degradacją świata i przyjdzie mu się cieszyć skromnym życiem i prostą pracą. Wtedy dumnie będzie mógł powiedzieć sobie, że jego dzieci, albo jakiekolwiek przyszłe dzieci, nawet jeśli swoich mieć nie będzie, przyjdą na świat na takiej Ziemi, jaką ich dziadkowie i babki chcieli zastać. Ale jeszcze nie teraz. Teraz sprawdził aplikacje pogodowe, potem doniesienia z Obwodu i Nowego Świata, upewnił się ile mu zostało jeszcze na koncie i przejrzał rozkład jazdy pociągów. Bo mógł. Bo na turkmeńskim zadupiu jeszcze świat spokojnie gnił.

Zapakował torbę, dopił paskudną herbatę i wstał od stołu.

Ledwo postawił krok na chodniku, a mocne szarpnięcie zmiotło go z nóg. Ktoś krzyknął coś niezrozumiałego, ktoś inny uderzył go czymś w skroń. Nie zdążył się nawet zorientować, co to było.

***

Mówili szybko i nieskładnie, ale przynajmniej po rosyjsku, więc mógł ich zrozumieć.

– Chińczyk?

– Nie Chińczyk! Buriat? Kałmuk? Sobaka!

– A gdzie tam! To nie swój! Może Kazach?

Kto go zatrzymał? Rosjanie? Ale żeby aż tutaj…

– Wynoście się – zagrzmiał nieprzyjemny, skrzeczący głos, uciszając mężczyzn. Posłusznie, bez zbędnych pytań, zatrzasnęły się za nimi drzwi, a do jego lichej celi podszedł niewysoki mężczyzna w długim płaszczu. A jednak rozglądanie się za prochowcami nie było takie głupie. – Przejrzeliśmy twój komputer i dyski. Te które zostawiłeś w hotelu również – zaczął rzeczowo, bez owijania w bawełnę.

Zaskoczyłoby go, gdyby usłyszał cokolwiek innego. Resztę przesłuchania mógł przewidzieć z równą łatwością: „Kto?", „Algorytm" „Skąd masz?" „Algorytm", „Od kogo?", „Algorytm." Potem go skatują, zadadzą te same pytania jeszcze kilka razy i pewnie zabiją. No trudno. Nie zobaczy w takim razie Nowego Świata. Ale przynajmniej będzie mówił prawdę.

Był trybikiem tak małym, że z trudem mógł dostrzec palec, który nim obracał. Ktokolwiek się z nim kontaktował i wciągnął go do współpracy, robił to za pośrednictwem deep webu. Wszystkim kierował Algorytm.

– … twoja mać! – warknął Rosjanin, widząc jego zrezygnowaną obojętność. – Już jesteś martwy! – dodał, podając mu plik papierów.

Zeznania, które już złożono w jego imieniu? Co miał zrobić? Podpisać?

Z zaskoczeniem spojrzał na dokumenty stwierdzające jego… zgon. Zmarł, stawiając opór przy zatrzymaniu, postrzelony kilka razy przez funkcjonariusza. Przypadkowy turysta, pomylony z poszukiwanym przestępcą.

– Napatrz się, napatrz – warknął wojskowy, po czym sięgnął po klucze, żeby otworzyć celę. – Wyjeżdżasz stąd jeszcze dziś. Nowe dokumenty na ciebie czekają. Wracasz do Teheranu i będziesz pracował już tylko pod nadzorem. Jak coś spieprzysz, odeślą cię do Nowego Świata na amen. Panimajesz?!

Panimaju – odparł, nie będąc do końca pewnym, czy aby na pewno wszystko panimajet.

System Obwodowy zwariował ze swoją manią wolności? Czyżby uznali, że nawet przestępców nie wolno już trzymać w zamknięciu?

Spojrzał w zimne, szare oczy Rosjanina i dopiero wtedy zrozumiał. Poczuł się głupio, że tyle mu to zajęło. To swój.

– Proste zadanie miałeś. Dotrzeć tam gdzie trudno jest się dostać inaczej. Jesteśmy o krok – dodał Rosjanin, łagodniejąc i kładąc mu dłoń na ramieniu. – Niedługo padnie Dubaj. W Tel Avivie zdobywamy przewagę. Matuszką, gdy przyjdzie czas, zajmą się amerykańsko-chińskie oddziały. – Zawahał się i przełknął ślinę, jakby wypowiedzenie tego na głos dużo go kosztowało.

Oboje wiedzieli dobrze, jak się nią zajmą, jak również, że był to jedyny sposób aby przetrwała. Naprawdę przetrwała. Rany po drobnej operacji wojskowej w końcu się przecież zagoją, a ona będzie mogła cieszyć się nowym życiem w Nowym Świecie, prawda? Już niedługo?

– O krok – powtórzył. – Algorytm wycofuje wszystkich. Możesz się zacząć na dobre żegnać z Obwodem.

Żegnać? Ale… już?

– Idź – dodał wojskowy klepiąc go po ramieniu. – Idź napatrzyć się jeszcze na wolny rynek i ciekły kryształ. Niedługo doprowadzimy recesję i tutaj – powiedział, jakby z dumą.

Więc poszedł, z wyczyszczonym laptopem i nowym telefonem. Dali mu nowy – i tak, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, niedługo wszystkie zostaną zdelegalizowane.

Szedł i po raz pierwszy zaczęło do niego docierać, że faktycznie już żadnego rozkwitu nie będzie. Do tego potrzebny był przegniły owoc upadły z gałęzi i kiełkująca na jego resztkach pestka, z której mogłoby wyrosnąć drzewo, być może większe i potężniejsze od swojego przodka. Ale na to nie było już miejsca na drodze wyznaczanej przez Algorytm.