Podsumowanie roku 2024 – „Frostpunk", „Twórcy Twórców", „Rocznik Fantastyczny"
· Recenzje
Przegląd niezależnych antologii opowiadań z 2024 roku – od postapokaliptycznego mrozu Frostpunka, przez Twórców Twórców, po Rocznik Fantastyczny.
Nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby w ten sposób grupować te antologie, ale w jakiś sposób muszę skatalogować to, co się w tym roku zebrało, więc trudno; wyszło tak. W tym wpisie prezentuję w takim razie niezależne zbiory opowiadań, luźno egzystujące w świecie literatury i z niczym blisko niespokrewnione.
Zacznę od „Frostpunka”. Jest to niezwykle udany zbiór czterech świetnych opowiadań, które niezależnie od samej gry, która miała być dla nich inspiracją, wciągają nas w klimat zabójczego mrozu i postapokaliptycznego braku nadziei na jakiekolwiek dobro. Bardzo, bardzo udana pozycja literacja. I tutaj właśnie udało mi się znaleźć prawdziwe perełki. Mam z nimi jednak ten problem, że nie wiem, czy rozpatrując je pod kątem nagrody im. J. Zajdla, nie zasługują na pojawienie się raczej w kategorii powieść, jako krótkie nowele. Stoją w dużym rozkroku między jedną a drugą kategorią.
Jakby nie było, dwa teksty z tego zbioru urzekły mnie pod bardzo wieloma względami. Są to:
1. „Ciepłe mięso” J. Nowaka
2. „Requiem dla pana S.” R. Wegnera
Robert w „Requiem…” ofiaruje nam w zasadzie świetnie zbudowane i przemyślane opowiadanie, które jest zwyczajnie dobre pod każdym względem. Technicznie i strukturalnie nie ma się do czego przyczepić, droga bohatera spełnia wszystkie kryteria Campbella i dyskutować możemy w zasadzie tylko nad tym, czy lubimy bohaterów, świat i opowieść, a to są już kwestie bardzo osobiste. Jest mróz, dylematy, podłości, miłości i wszystko to, czego dobrej literaturze potrzeba.
„Ciepłe mięso” jest natomiast tekstem dużo bardziej wymagającym, bo jest inny niż to, do czego przywykliśmy. Jakub wychodzi poza przyjęte schematy, a sposób pisania tego tekstu może nie każdemu przypaść do gustu. Dla mnie, po początkowym zdumieniu i zaniepokojeniu, opowiadanie okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Nie wiem, czy jest to forma, która sprawdziłaby się na dłuższą metę, ale jej wyjątkowość tutaj przykuwa uwagę i… no, zwyczajnie pasuje do całości. Poza tym urzekły mnie postaci i miasto, które, choć przerażające, przedstawione są w sposób zrozumiały i przekonujący. Od tego tekstu było mi się bardzo trudno oderwać, a za namową człowieka mądrzejszego i bardziej oczytanego ode mnie, w ruch poszła niedługo potem „Droga” McCarthy’ego, która w podobny sposób jest pisana. Dobry człowieku, dziękuję Ci za tę polecajkę.
W dalszej podróży przez antologie trafiamy na zbiór „Twórcy Twórców”, co do którego zupełnie brak mi obiektywizmu i mam tego pełną świadomość. Od samego początku jego powstawania jestem trybikiem zaangażowanym w ten projekt i mówię o tym otwarcie. Nie zmienia to faktu, że przepełnia mnie on dumą i uważam, że jako całość jest bardzo dobrą pozycją. Nie przedłużając, pozwolę sobie wymienić teksty, które w tej antologii lubię najbardziej:
1. „Jeden tuzin kredek rysunkowych” M. Karpiński
Lubię ten tekst od zawsze, od usłyszenia go po raz pierwszy, kiedy był dopiero pierwszym, nieoszlifowanym szkicem. Jest prosty, a zarazem poruszający. Bliski sercu i ciepły, a przy tym wszystkim niebanalny. Po przeczytaniu go, aż trzeba się zatrzymać i przemyśleć go, a potem przemyśleć jeszcze wiele innych rzeczy. I takie teksty lubimy.
2. „Na końcu drogi” G. Królikowska.
Podobnie do tekstu Michała, to również nie jest złożona i trudna historia, a jednak z czegoś obdziera ludzi. Coś wywleka na wierzch i każe rozejrzeć się dookoła z innej perspektywy. To przyjemna historia napisana przez bardzo młodą autorkę i w moim odczuciu zasługuje na uznanie.
Żeby dopełnić moje subiektywne top 5 pozwolę sobie wymienić jeszcze trzy teksty, które szczególnie zapadły mi w pamięć:
„Pogawędka z jeleniem” A. Kubiak
„Morderstwo w zielonym przedziale” M. B. Łukasiewicz
„Eksplozja” M. Peplińskiej
Podkreślę tylko raz jeszcze – cały zbiór jest wart uwagi i wydaje mi się bardzo udaną antologią. I staram się mówić to nie tylko jako współautor „Twórców…”, ale jako krytyczny czytelnik.
Wiem, że antologia na razie jest do dostania tylko w kilku warszawskich bibliotekach, ale już niedługo powinna być dostępna dla każdego, a wtedy wszystkim polecam zapoznać się z jej zawartością, bo warto!
Na koniec zostawiam „Rocznik Fantastyczny” i w sumie nie bardzo wiem, co o nim powiedzieć.
Z przykrością zauważam, że jest to niezwykle niechlujnie wydany zbiór. Opowiadanie rozpoczynające (pomijając fakt, że w ogóle nie jest fantastyką – chyba że za fantastykę uznamy fakt istnienia tajnej organizacji) jest fatalnie przygotowane. Na miejscu autora byłoby mi naprawdę żal, że tekst nie został sprawdzony po konwersji do innego formatu i w takiej postaci został pokazany światu. Ewidentnie w całym zbiorze zabrakło redakcji i korekty, bo ilość błędów w opowiadaniach sprawia, że aż zęby zgrzytają. Wydaje mi się to bardzo nieuczciwym podejściem zarówno do czytelników jak i samych autorów, którzy zapewne oczekują przyzwoitego wydania ich własnych prac. Pomijając te mankamenty, to chyba tylko dwa teksty zainteresowały mnie w tym zbiorze jakoś szczególnie. Większość nie była może zła, ale trudno było też znaleźć coś wybijającego się pod jakimkolwiek względem.
„Nie zabijaj jaskółek, panie ładny” R. Pawlak
Ten nieszczęsny tekst rozpoczynający, którego naprawdę nie dałoby się czytać, gdyby nie był naprawdę ciekawy. Z tym że – jak już było o tym wcześniej – no, nie jest to fantastyka.
„Szelestem liści wyśpiewam swe życzenie” Ł. Redelbah
To był dojrzały i przyjemny tekst. Mam poczucie, że, choć nie jest bez wad, wybijał się nieco na tle całego zbioru.