Czy leci z nami plagiat
· Tematy ogólne
<p>Artykuł, który zajął trzecie miejsce w konkursie :Jaskier publicystyczny" im. Mirosława Gołuńskiego.</p><p></p><p>Analiza oskarżenia Aldousa Huxleya o plagiat polskiej powieści Mieczysława Smolarskiego "Miasto światłości".</p>
Artykuł zawiera odniesienia do niżej podanych dzieł i może zdradzać zawartą w nich treść. Większość z nich powstała około stu lat temu, co autor niniejszej pracy uważa za okoliczność łagodzącą wobec potencjalnych oskarżeń o „spoilerowanie”.
W kolejności powstania:
„Gdy śpiący się zbudzi” H. G. Wells
„My” J. Zamiatin
„Miasto Światłości” M. Smolarski
„Podróż poślubna pana Hamiltona” M. Smolarski
„Nowy Wspaniały Świat” A. Huxley
„Paradyzja” A. Zajdel
Czy leci z nami plagiat
W roku 1932 w Stanach Zjednoczonych wybory prezydenckie wygrał Franklin Roosevelt, w Australii rozpoczęła się Wojna Emu, a W. K. Heisenberg otrzymał Nagrodę Nobla z dziedziny fizyki za „stworzenie fizyki kwantowej”. Wtedy też – prawie sto lat temu – urodzili się Umberto Eco i Ryszard Kapuściński oraz wydana została książka „Nowy wspaniały świat” autorstwa Aldousa Huxleya. Do dziś uznawana jest za klasykę literatury – książkę odważną i wizjonerską; dzieło niestarzejące się i poruszające ponadczasowe problemy. Jej nakłady nadal są wznawiane i pozostaje inspiracją dla kolejnych pokoleń rozmaitych twórców.
Czy pozycja tak odważna i wyprzedzająca swoje czasy może być plagiatem? W dodatku plagiatem książki powstałej na naszym rodzimym podwórku? Takie bowiem oskarżenia postawił Aldousowi Huxleyowi Mieczysław Smolarski, polski historyk i pisarz, autor powieści „Miasto światłości” wydanej w roku 1924 oraz „Podróż poślubna pana Hamiltona” z roku 1928. To właśnie te dwie pozycje miały być rzekomo źródłem plagiatu dla „Nowego Wspaniałego Świata”.
Czym jest w plagiat? Według definicji jest to „skopiowanie cudzego utworu lub jego części i przypisanie sobie autorstwa przez ukrycie tego, kto jest pierwszym i prawdziwym autorem” 1.
Jeśli w takim razie oskarżenia Smolarskiego miałyby być zasadne, moglibyśmy spodziewać się w obydwu utworach tego samego pomysłu opisanego przy użyciu podobnych środków stylistycznych i poruszających takie same lub zbliżone tematy. Można by się doszukiwać podobieństw do przedstawianych postaci i wydarzeń, a w przypadku nurtu science fiction (w którym osadzone są wszystkie te książki) również prezentowane wynalazki i rozwiązania przyszłej techniki byłyby do siebie bardzo podobne.
Gdyby to wszystko się okazało prawdą, oznaczałoby to, że nie tylko mamy w polskiej literaturze niedocenioną i niesłusznie zapomnianą perłę, ale też zdyskredytowałoby niewątpliwy sukces „Nowego Wspaniałego świata”.
W związku z powyższym utwory te należy dokładnie przeanalizować.
„Nowy Wspaniały Świat” to powieść antyutopijna, której akcja osadzona jest w dwudziestym szóstym wieku. Ludzkość przeszła ogrom przemian technologicznych i społecznych, a najistotniejszymi są sztuczne tworzenie nowych ludzi oraz skupienie się na czerpaniu z życia przede wszystkim radości. Niemowlęta przychodzą na świat w zakładach, których celem jest nie tylko pozyskiwanie nowych zasobów ludzkich, ale też odpowiednie ich warunkowanie. Dzieci już na etapie życia płodowego są modyfikowane pod kątem tego, jaki będą mogły osiągnąć poziom rozwoju mózgu, a później, poprzez odpowiednie warunkowania behawioralne, przystosowywane są do swoich przyszłych ról społecznych. Ludzie odgórnie dzieleni są na jednostki alfa, beta, gamma, delta i epsilon, gdzie alfy są osobnikami przeznaczonymi do pełnienia najważniejszych i najbardziej znaczących zadań społecznych, a epsilony to prosta siła robocza do najcięższych, lecz niewymagających inteligencji prac.
Jakkolwiek ponura i niesprawiedliwa wydaje się to wizja, autor konsekwentnie trzyma się w niej zasady, że wartością najwyższą dla ludzkości jest zapewnienie obywatelom radości, niezależnie od tego kim są i co robią. W jego wizji trudno odnaleźć jednostki niezadowolone z osiągnięć ludzkości i wątpiące w to, jak wspaniały jest ich nowy świat.
„Miasto światłości” przedstawia natomiast postapokaliptyczną wizję Ziemi. Podczas dramatycznej wojny sprzed pięciuset lat ludzkość prawie całkowicie została zmieciona z globu. Mieszkańcy planety cofnęli się do ciemnych czasów i tylko nieliczni pamiętają jeszcze wspomnienia o okresie świetności gatunku ludzkiego. Jest jednak miejsce, które wraz ze wszystkimi najwspanialszymi wynalazkami uchowało się w całkowitej izolacji od umierającego świata – Miasto Światłości. Jest to ostatnie oświecone polis, w którym ludzie nie chorują, nie starzeją się i nie umierają. Wszystkie prace fizyczne od niepamiętnych czasów wykonywane są przez maszyny, a mieszkańcy mogą robić wszystko, na co mają ochotę. Jedyne, czego im nie wolno, to opuszczać tę enklawę przyszłości i zapraszać do niej dzikich ludzi z puszczy – tych, którzy żyją na ruinach starego świat. Trudno jednak powiedzieć, żeby mieszkańcy oświeconego miasta zgodnie cieszyli się z tego, co mają, gdyż głośno dają o sobie znać ruchy buntownicze, pragnące wolności względem poruszania się przez granicę i gardzące wszechobecną stagnacją oraz rozleniwieniem mas.
Co się tyczy „ Podróży poślubnej pana Hamiltona”, w tej powieści lepiej poznajemy wizję nowoczesnego świata wykreowanego przez Smolarskiego. Akcja książki – mimo iż jest to dzieło wtórne do „Miasta Światłości” – opisuje wydarzenia sprzed wielkiej wojny, dzięki czemu możemy poznać najwspanialsze osady ludzkie w samym piku technologicznym świata. Na wstępie dowiadujemy się jednak, że nauka w zasadzie od stu lat stoi w miejscu i nic więcej ludzie nie potrafią odkryć, ani stworzyć w dziedzinie fizyki i chemii. Jednym z najdonioślejszych odkryć jest… niezawodna zapalniczka, która może skutecznie zastąpić zapałki. Życie przeniosło się do wielkich, pięćdziesięciopiętrowych budynków-miast, a Ziemia zmaga się z przeludnieniem. Mimo to jej mieszkańcy zdają się zadowoleni ze swojego życia, a bohaterowie co i rusz wspominają o tym, jak to dobrze, że przyszło im żyć w epoce szczęścia ludzkości.
Jakie widzimy w tych pozycjach podobieństwa?
FAKT: Wszystkie powieści opisują rozwinięte technologicznie miejsca w odległej przyszłości.
W przypadku Miasta Światłości” mowa jest o jednym mieście – jedynym na świecie – w dodatku będącym już na skraju swojej świetności. Z fabuły dowiadujemy się, że ludzkość zapomniała jak działa technologia, z której korzysta, maszyny zaczynają się psuć i nie ma nikogo, kto mógłby je naprawić. Ruchy buntownicze chcą zniszczyć szkodliwe w ich mniemaniu wynalazki, a liczba mieszkańców nieustannie maleje. Upadek Miasta Światłości jest tylko kwestią czasu.
„Podróż poślubna…” opisuje dla odmiany świat w rozkwicie, oparty na zrównoważonym rozwoju ludzkości, lecz i tutaj dominują nuty katastroficzne, takie jak zakaz posiadania potomstwa czy stagnacja naukowa oraz – tak jak w „Mieście Światłości” – postępujące rozleniwienie.
W „Nowym Wspaniałym Świecie” dla odmiany społeczeństwo jest stabilnym bytem, a ludzie z zapałem poświęcają się pracy i rozwijają na miarę swoich potrzeb i pragnień – nie ma mowy ani o marazmie, ani o lenistwie w społeczeństwie, ani tym bardziej o grożącym mu upadku. Wiemy, że Władcy Świata świadomie pilnują, aby ludzie nie mogli rezygnować z pracy – choć jest to technologicznie możliwe – właśnie dlatego, że badania dowiodły, iż nie przekłada się to na szczęście ogółu.
Co się tyczy wykorzystanych w powieściach technologii między dziełami obu autorów pojawia się ogromną przepaść.
W książkach Smolarskiego w niezwykle lakoniczny sposób opisane jest działanie wymyślonych przez autora wynalazków. Wykorzystuje on bardzo wygodne rozwiązanie, które zakłada, że bohaterowie już nie pamiętają, skąd się owe wynalazki wzięły i jak je obsługiwać. Maszyny potrafią wszystko, a istotom ludzkim przyszło tylko z tych osiągnięć korzystać.
„Podróż poślubna…” niestety również nie jest przesadnie wylewna w kwestii opisów osiągnięć nauki. Poza tym, że maszyny obsługują większość codziennych potrzeb ludzkości i szczątkowych opisów takich wynalazków jak bomby meteorologiczne mające pomóc kontrolować pogodę, bądź czytników aury, dzięki którym policja sprawniej łapie przestępców, nie dowiadujemy się, jak to wszystko działa. Rodzi się w związku z tym pytanie, czy tak przedstawione wynalazki i świat na nich oparty faktycznie zasługują na miejsce w kategorii science fiction, ale to już jest problem do poruszenia w zupełnie innym artykule.
Huxley w tym wypadku od niczego się nie uchyla. „Nowy Wspaniały Świat” rozpoczyna się szczegółowym i bardzo wnikliwym opisem procesów technologicznych, niuansów w kwestii osiągnięć z dziedziny chemii i genetyki, omówionymi krok po kroku etapami pracy rozmaitych specjalistów i naukowców oraz garścią szeroko rozpowszechnionych na świecie rozwiązań industrialnych. Trudno w tym względzie dopatrzeć się jakiejkolwiek inspiracji dziełem Smolarskiego, a wręcz nie sposób nie docenić zarówno ogromnej wiedzy Huxleya w kwestii najnowszych, ówczesnych osiągnięć nauki, jak i umiejętności w sfabularyzowanym sposobie jej prezentacji.
Ponadto dzieła Smolarskiego skupiają się na osiągnięciach jednostek, które swoją wiedzą niechętnie dzielą się z innymi. Huxley natomiast stawia na współdziałanie ze sobą instytutów naukowych współtworzących świat przyszłości, co czyni jego wizję znacznie bardziej postępową i bliższą czytelnikowi.
FAKT: Ludzie są powszechnie szczęśliwi.
Mieszkańcy „Miasta Światłości” obficie korzystają z wynalazków doktora Magneta, twórcy niezwykłego eliksiru nieśmiertelności. Chętnie raczą się również napojami uzdrawiającymi, dającymi spokój, radość lub ogólne ukojenie i możliwość wyzwolenia się od wzruszeń.
Podobny motyw istotnie pojawia się w powieści Huxleya. Opisywani przez niego ludzie przyszłości powszechnie stosują substancję nazywaną somą. Jest to rodzaj środka narkotycznego, który daje spokój i radość, a w większych dawkach prowadzi do transu somatycznego, czyli długiego, wyciszającego snu.
Znaczącą różnicą między podobnymi pomysłami pojawiającymi się w obu powieściach jest przede wszystkim konsekwencja w ich przedstawieniu.
Bohaterowie dzieła Smolarskiego mówią o swoim szczęściu i wyzbyciu się wzruszeń – ma to być podstawa ich postępowego społeczeństwa – ale nie widać tego w ich zachowaniu. Idea eliksirów dających radość jest w powieści przedstawiona mało wiarygodnie i może budzić nieufność czytelnika. Świadczą o tym fakty takie jak ten, że przy pierwszym spotkaniu z głównym bohaterem – człowiekiem z puszczy – dwóch mężczyzn z miejsca nawiązuje z nim przyjaźń (której się wstydzą), a przedstawiona mu kobieta zakochuje się w nim (co również jest niegodne porządnego mieszkańca Miasta Światłości – ich społeczeństwo miało bowiem wyzbyć się idei jednego człowieka należącego do innego człowieka). Rozmaici bohaterowie mówią nam, że obce są im porywczość i intensywne uczucia, a jednocześnie co i rusz okazują żywy przestrach, wzburzenie, złość, afekt lub ekscytację.
Huxley zdecydowanie sumienniej trzymał się swojego konceptu „eliksiru szczęścia”. Jego bohaterowie reagowali na somę dokładnie tak, jak opisywane było jej działanie, sięgali po nią w momentach, których czytelnik mógł się tego po nich spodziewać, a wieczna szczęśliwość w społeczeństwie, oraz zgodne dążenie do utrzymania tego stanu przez ogół, są obecne na każdej stronie powieści. Chwile smutku, zwątpienia, przestrachu czy wstydu mogły zostać natychmiast uśpione somą, a bohaterowie z tego korzystali. Kiedy mówili, że wstydem napawa ich myśl o rodzinie, widzieliśmy dowody tego w ich reakcjach, gdy ten temat się pojawiał. Gdy wspominali, że nie rozumieją pragnienia samotności lub indywidualizmu, obserwowaliśmy potwierdzenie ich słów w usilnym szukaniu zbiorowych atrakcji.
FAKT: Ludzie są doskonale zdrowi.
Tak, ale…
W „Mieście Światłości” ludzie nie starzeją się i nie chorują. Wszystko to dzięki wspomnianym już eliksirom doktora Magneta, co do których – ponownie – nikt nie wie, ani jak są produkowane, ani jak działają. Po prostu, działają.
W „Podróży poślubnej…” kwestia ta nie jest w ogóle poruszana i nie ma podstaw aby sądzić, że ludzkość przed wojną miała taką technologię.
W wizji „Nowego Wspaniałego Świata” wieczne życie jednostki nie jest ani możliwe, ani pożądane. Ludzie cieszą się doskonałym zdrowiem i nie starzeją się, lecz jest to obkupione właśnie długością ich życia. Utrzymywanie organizmu w takim stanie, ma swoje granice i śmierć przychodzi po ukończeniu sześćdziesiątego roku życia. Jest to konieczne, a także ściśle kontrolowane przez aparaty państwowe.
Kolejną znaczącą różnicą jest wspomniana już kwestia dzieci.
W Mieście Światłości z niewyjaśnionych przyczyn dzieci przestały się rodzić dwadzieścia lat przed akcją powieści. W „Podróży poślubnej…” ogromne przeludnienie sprawia, że na posiadanie dzieci potrzebne jest stosowne pozwolenie.
Za to u Huxleya właśnie masowa produkcja – nie da się tego inaczej nazwać – nowych obywateli oraz ich odpowiednie warunkowanie behawioralne jest jednym z najważniejszych aspektów przedstawionego świata.
FAKT: Powieści obu autorów są antyutopiami.
Owszem, wszystkie te dzieła można zaklasyfikować jako antyutopie czyli pesymistyczną lub dążącą do katastrofy wizję przyszłego świata, który powstał na skutek próby wprowadzenia utopijnych programów.
Różnice między omawianymi powieściami na tym polu możemy dostrzec w już opisanych rozwiązaniach fabularnych.
Powieść Smolarskiego jest wizją katastroficzną i ostatecznie zakończoną całkowitą zagładą ludzkości. Mieszkańcy Miasta Światłości nie mieli szansy uniknięcia tragedii, bo nadciągały one z różnych stron, a rozleniwieni i zdziecinniali mieszkańcy nie byli na nie przygotowani. Niemożliwym było utrzymanie świata w takiej postaci. Powieść kieruje do czytelnika sygnał, że bezrozumny pęd do mechanizacji i bezrefleksyjne poleganie na osiągnięciach techniki może prowadzić do zguby.
„Nowy Wspaniały Świat” mówi natomiast o czymś zupełnie innym. Społeczeństwo stworzone przez Huxleya jest monolityczne i stabilne. Podjęta w fabule próba przekonania obywateli przyszłości, że skręcili być może w bardzo nieodpowiednim kierunku, zderza się z niezrozumieniem i wyśmianiem. Wizja Aldousa może się wydawać właśnie dlatego bardziej przerażająca dla czytelnika, że opisywani w niej bohaterowie swój świat zgodnie kochają i nie chcą go zmieniać. Postrzegają go jako prawdziwą utopię i tak długo, jak tylko system pozostanie szczelny, nic tego nie zmieni, bo nawet dla buntowników i jednostek, którym taki stan rzeczy nie odpowiada jest w tym systemie zaplanowane miejsce. A nawet tam, na wyspach odizolowanych od praworządnych obywateli, Światowy Rząd dalej dba o jednostki, które zboczyły z wyznaczonego kierunku i próbuje zapewnić im szczęście. Huxley nie tyle próbował w swojej powieści ostrzec ludzi przed niebezpieczeństwem związanym z niepohamowanym rozwojem technologicznym, co szukał odpowiedzi na pytanie, jak wiele ludzie mogą i powinni być gotowi poświęcić, żeby osiągnąć szczęście. Najważniejszym problemem poruszanym w „Nowym Wspaniałym Świecie” wydaje się właśnie kwestia pozbawienia jednostki możliwości samorozwoju i wolności w imię dobra ogółu.
Jeśli spojrzymy na dzieła Smolarskiego i Huxleya, uwzględniwszy te różnice i podobieństwa, zauważymy, że naprawdę trudno dostrzec tu znamiona plagiatu. Bohaterowie i fabuły tych dzieł pokrywają się zaledwie w jednym wyrazistym miejscu – człowiek z dziczy trafia do miasta przyszłości. Jednak i tutaj reakcje i doświadczenia postaci, a także ich historie są tak różne, że można się w tej kwestii dopatrywać co najwyżej inspiracji. Natomiast sam fakt, że obaj autorzy sięgnęli po utopijną przyszłość opartą na osiągnięciach technologicznych, to niezwykle mało, żeby rzucać tak poważne oskarżenia.
Jeśli natomiast upieralibyśmy się, że to wystarczy, aby jakieś dzieło nazwać plagiatem, spójrzmy na inne książki i spróbujmy przeanalizować je pod podobnym kątem.
Czy będzie brzmiała znajomo historia w której przypadkowy człowiek trafia do rozwiniętego technologicznie świata, maszyny zamknięte są w wielkich halach i zapewniają ludzkości wszystko, czego by ona potrzebowała, obywatele zajmują się na co dzień tańcami i dobrą zabawą, społeczeństwo przeniosło się do wielomilionowych miast, towarzystwa opiekuńcze zapewniają ubiór i pożywienie, dzięki czemu nikt nie chodzi zmarznięty i głodny, żyje się długo i zdrowo, rozwój hipnozy idzie w parze z odkryciami techniki, a ukryte stronnictwa buntownicze planują wykorzystać głównego bohatera – człowieka z zewnątrz – do dokonania przewrotu.
Po opisie mogłoby się zdawać, że chodzi o nic innego jak właśnie o „Miasto Światłości”. Tymczasem jest to wyciąg idei i rozwiązań fabularnych przedstawionych w powieści H. G. Wellsa „Gdy śpiący się zbudzi” wydanej w roku 1899 czyli ćwierć wieku przed powstaniem powieści Smolarskiego.
A co z historią o świecie przyszłości, w którym po globalnej wojnie przy życiu pozostała garstka ludzi wspólnie tworzących nową cywilizację wykorzystującą największe osiągnięcia techniki. Budują społeczeństwo, dla którego głównym dogmatem jest szczęście, a ludzkość wyzbyła się przekonań, że drugiego człowieka można mieć na własność. Wielka metropolia odgrodzona jest od dzikiej puszczy nieprzekraczalnym, rażącym prądem murem, a mieszkańcy szukają ukojenia w krwawych rytuałach mających imitować dawne obrzędy religijne. Tradycyjne potrawy zostały wyparte na rzecz sztucznych pokarmów, a najwspanialszą myślą technologiczną są szklane pojazdy latające.
Nie, to również nie jest „Miasto Światłości”, choć wszystkie te elementy można tam znaleźć. Jest to powieść „My” Jewgienija Zamiatina i wydana została w 1920 roku. Cztery lata przed powieścią Smolarskiego.
Biorąc pod uwagę roszczenia polskiego autora względem Huxleya i stopień podobieństwa do siebie wymienionych przed chwilą książek, wydaje się oczywiste, że w powieściach o tyle bardziej podobnych do „Miasta Światłości” również będziemy mogli dopatrywać się plagiatu. Z tym że owym plagiatem musiałyby być właśnie dzieła Smolarskiego.
W obliczu przytoczonych faktów w kwestii „Miasta Światłości” i „Nowego Wspaniałego Świata” nie może być mowy o plagiacie. To właśnie powieść „My” postrzegana jest jako inspiracja (to słowo należy podkreślić) dla „Nowego Wspaniałego Świata”. Między tymi dwoma książkami widać najwięcej podobieństw w pomyśle na utopijne społeczeństwo przyszłości – szczególnie w przesłaniu, jakim jest pytanie: Czy warto bezgranicznie poświęcać wolność dla bezpieczeństwa i radości. Nadal są to jednak odrębne dzieła. W inny sposób prowadzą fabułę, na innych problemach się skupiają i innych osiągnięć technologicznych się trzymają – należy bowiem zauważyć, że powieść „My” również nie unika tłumaczeń niuansów technologicznych. Można powiedzieć, że Huxley podążył szlakiem przetartym przez Zamiatina i być może faktycznie Smolarskiego oraz wielu innych twórców, którzy jeszcze wcześniej poruszali tematykę utopii, antyutopii i przyszłości człowieka w problematycznym, zmechanizowanym świecie. Z pewnością jednak Smolarski nie był w tej kwestii żadnym pionierem, a jego oskarżenie o plagiat ma tyle samo sensu, co oskarżanie o plagiat R. A. Salvatore twórcę sagi o mrocznym elfie Drizzcie (bądź też samego Eda Greenwooda – autora uniwersum Zapominanych Krain) względem Tolkiena, ponieważ w dziełach wszystkich tych pisarzy pojawiają się krasnoludy, elfy i smoki, a Podmrok – podziemna kraina elfów – może przypominać Morię – podziemną krainę krasnoludów. Albo oskarżenie o plagiat Janusza Zajdla, za wykorzystany w powieści „Paradyzja” pomysłu szklanych mieszkań, dla podkreślenia, że obywatele – żyjący w wielkiej szczęśliwości – nie mają przed innymi nic do ukrycia, a mieszkańcy otoczeni są podsłuchami i kamerami. Ten sam motyw pojawia się we wspomnianej już powieści „My”.
Czy którekolwiek z tych dzieł zasługuje na miano plagiatu? Absolutnie żadne. Gdyby takie oskarżenie zostało przez kogokolwiek uznane, byłby to smutny dzień dla fantastów i wizjonerów gotowych ponadczasowe problemy rozpatrywać i analizować z różnych kątów. Właśnie to – zderzenie wielu kreatywnych umysłów z uniwersalnymi trudami cywilizacyjnymi – zaowocowało wyjątkowymi dziełami i w efekcie powstaniem nurtu, do którego nikt nie powinien rościć sobie praw własności.